Głosuj bez meldunku!
bleeeee.....
Bleeeee.... 

zycie czasami jest do bani. W takie dni jak wczoraj w szczegolnosci. Po prostu masakra jakas. 

nigdy nie sadzilam, ze to powiem, ale tesknie za Los Angeles. TESKNIE ZA HOLLYWOOD! :( smutno mi. Lublin mnie meczy. A konkretnie to ludzie mnie mecza tutaj. 
Moj ojciec mnie meczy, bo nic mu jak zwykle nie pasuje. 
reszta mnie meczy bo nie chce podjac glupiej decyzji ktora mi zaszkodzi (ale tylko ja to widze). 
moj kon mnie 3 razy zaatakowal wczoraj, w ciagu pol godziny. 
nie moge odwiedzic Kaprioli bo pada glupi snieg. kocham snieg, ale HALO??? 

zimno jest. i w ogole ble. 
i w ogole jakos tak w srodku czuje, ze wszystko jest nie tak. 
I po raz pierwszy ktos nie do konca sie zachwycil moja jakze och ach tworczoscia. Auuu. Bolalo, no ale tworzyc trzeba, tworzyc. Kontynuowac. I nie wolno sie poddawac. 





Nudzi mi sie ostatnio. I nic mi sie nie chce. Depresyjnie tak sie zrobilo. i w ogole zle. 
tesknie za R. jeszcze bardziej niz ostatnio. I duzo, DUZO bardziej niz powinnam :( 

Sonia byla przez kilka dni i bylo fajnie, ale juz pojechala. 

A ja powinnam zaczac pisac tego bloga tez wtedy, kiedy nie mam zlego humoru. 


ide sobie. Cala masa problemow dzis do rozwiazania. 
:* 
K. 

kaprioleczka 2010-12-29 12:15:20
skomentuj (0)
...
Nie moge uwierzyc, ze moglam sie martwic taka bzdura.

Moj kon znow kuleje. Zadnych widocznych urazow, grzejacych nog, opuchlizny. Niczego.

Wszyscy w kółko powtarzają mi, ze jeszcze nic nie wiadomo, bo kuleje od wczoraj. Jeszcze nawet nie wiadomo, czy dzis zakuleje. ale ja juz wiem swoje. I niestety wiem, ze mam racje.
Trzeszczki wrocily.

Nie dosc, ze moj kon cierpi, to jeszcze tyle czasu, tyle pracy - wszystko na marne. Nie mam juz konia do startow, do treningow. Jednego mam do wozenia sie w teren, a drugiego przy duzej dozie szczescia na lake.

I to by bylo na tyle, jesli chodzi o moja zabawe w sport.

Ale chrzanic to wszystko.

Moj kon jest chory, a ja nie potrafie mu nijak pomoc.
kaprioleczka 2010-03-10 04:16:33
skomentuj (0)
Historia
Ma ona to do siebie, ze zatacza koła. Zawsze. Prędziej czy później historia musi zatoczyć koło.
Nie ważne co robisz. Możesz nie popełniać błędów. Możesz zmienić wszystko.
A efekt?
Efekt będzie taki sam.

Nie, nie ważne, jak bardzo się teraz pilnowałam.
Nie ważne jak się starałam.
Nawet nie potrafię ocenić czy to bardziej ja nawaliłam, czy po prostu schrzaniło się samo.


Jak mam być szczera, przechodzenie przez to wszystko znów i znów i znów i w kółko i po raz kolejny jest bardzo, bardzo męczące. Ja nie mam do tego serca ani siły. I żadno doświadczenie nie pomaga, bo choć cała sytuacja może być za każdym razem identyczna, to rozwiązanie za każdym razem jest po prostu kompetnie inne. A ja nie mogę w kółko rozwiązywać jednego tego samego problemu przez całe życie.


Marzę o tym, by choć ten jeden raz to się rozwiązało samo. Co się nastresowałam, to się nastresowałam. Wiecznie muszę rozwiązywać problemy cudze, własne, przyszłe, teraźniejsze i przeszłe. Takie mam mieć wykształcenie i widocznie jednak "kłopoty to moja specjalność". Może pora się z tym pogodzić.
Wiem że nie zniknie. Ani teraz, ani nigdy później. Tak jak nie znikało nigdy wcześniej.
Takie tam, głupie marzenie.

Trzeba będzie wziąć się w garść i spróbować to jakoś wyprowadzić na prostą. Wiem, że za kilka lat będę się z tego śmiać - i to mnie martwi jeszcze bardziej.
Bo jeśli będę mogła się śmiać z TEGO, to nie chcę wiedzieć, jakie problemy będę miała wtedy.
Na pewno umrę na zawał w jakimś bardzo młodym wieku.


Rozwiązanie.
To chyba moje nowe ulubione słowo.

:*
K.
kaprioleczka 2010-03-04 04:40:05
skomentuj (0)